REDnacz
Gotowiec: Elżbieta Bieńkowska
Podobnie jak w latach ubiegłych, tak i w tym, przygotowaliśmy dla Was pakiet "gotowców", które wykorzystać mogą dzieci nie mogące znaleźć sobie partnera, lub chcące sprawdzić się w duecie ze specjalnym gościem Bazgroła.
Przedstawiona poniżej historia została stworzona przez grupę pracowników Ministerstwa Rozwoju Regionalnego pod przywództwem minister Elżbiety Bieńkowskiej. W związku z tym, że otrzymaliśmy ją pod koniec trwania poprzedniej edycji Bazgroła, zapadła decyzja dołączenia jej do grupy gotowców przy kolejnej - 5. edycji naszego konkursu! 

Elżbieta Ewa Bieńkowska - polska urzędniczka samorządowa i polityk. Od 2007 minister rozwoju regionalnego w pierwszym i drugim rządzie Donalda Tuska, senator VIII kadencji, a prywatnie żona Artura i mama trójki dzieciaków: Michaliny, Mateusza i Zofii.

Co to są GOTOWCE

 FIGIELKI I PSOTKI PROSIACZKA STEFANA - WAGARY   

Bardzo dawno temu, za wielkimi górami, głębokimi rzekami, w baśniowej krainie, w której drzewa mieniły się wszystkimi kolorami tęczy, mieszkał sobie (i rozrabiał!) prosiaczek Stefan, przez rodziców nazywany pieszczotliwie Stufciem. 
Stufcio, jak na figlarnego prosiaczka przystało, był wulkanem energii, a jego głowa pękała od nadmiaru pomysłów. Każdego dnia, od ranka do wieczora, wymyślał przeróżne figle i psoty. Na nic się zdały prośby rodziców, by choć przez jedną chwilę nie przysparzał im nowych zmartwień. Stufcio żył po to, by płatać figle i nic innego nie sprawiało mu aż takiej frajdy! Wyobraźnię miał wyjątkowo bujną, za troje małych świnek, ale pomysły powoli i jemu zaczęły się kończyć. Bo ileż razy można chować pod szafą zeszyty kolegów, wkładać kaktusy do ich tornistrów, podkładać żaby pod poduszkę młodszej siostry, czy dzwonić 
do babci z pytaniem: Czy na obiad dziś wieprzowinka?
Pewnego słonecznego, letniego poranka, Stufcio - idąc na lekcje niespiesznym, leniwym krokiem - rozmyślał o tym, dlaczego właściwie musi chodzić do szkoły. Przecież lato jest takie piękne, tak cudownie można spędzić czas? Z rozmyślań wyrwał go cichy, nieśmiały pisk. To Futrzak, nowy pies sąsiadów, którego prosiaczek mijał codziennie w drodze do szkoły, radośnie przywitał się merdając krótkim, zawiniętym ogonkiem. Stufcio spojrzał niechętnie w stronę czworonoga i szybko odwrócił głowę. Pies zaczepiał go codziennie i nie wiedzieć czemu, nie przyjmował do wiadomości, że prosiaczek nie był zainteresowany nawiązaniem znajomości z mieszkańcem starej, drewnianej budy. Dlaczego on mnie ciągle zaczepia? zastanawiał się Stufcio i przyspieszając wyraźnie ruszył bez słowa do szkoły. Niech lepiej pilnuje swojej budy i da mi święty spokój burknął niegrzecznie pod nosem, nie dostrzegając smutnych oczu Futrzaka, odprowadzających prosiaczka, nim ten zniknął za drzewami o tęczowych listkach.
Tymczasem Stufcio, który tego dnia z wyjątkową niechęcią myślał o nauce, wpadł na genialny pomysł, by zamiast w szkolnej ławce, spędzić dzień na czymś znacznie przyjemniejszym. I tak oto, postanowił wybrać się na wagary! Nigdy wcześniej tego nie robił, ale co tam! w końcu kiedyś musi przekonać się, co to są "te wagary" i o co cały ten szum wokół nich? Poza tym, skończone siedem lat (!) to już chyba najwyższa pora, by poznać smak prawdziwej, wolności! Z szelmowskim uśmiechem skręcił w najbliższą, małą uliczkę i dziarskim krokiem ruszył przed siebie. Nie wiedział dokąd podąża, wiedział jednak na pewno, że spotka go coś niezwykłego. I wkrótce okaże się, że nie mylił się ani trochę!  Szedł przed siebie, podskakując wesoło, mijał kolorowe drzewa, pojedyncze domy i domki, przemierzał nieznaną dotąd ścieżkę, przyglądając się zupełnie nowym dla siebie miejscom. Dróżka, którą maszerował, stawała się coraz bardziej kręta i wąska. Kolorowe, tęczowe drzewa zdawały się być coraz gęstsze, aż wreszcie utworzyły piękny, pachnący świeżym mchem, tajemniczy las. Prosiaczek zachęcony nowym, nieznanym miejscem, podśpiewując radośnie wszedł do lasu i dał się prowadzić wąskiej, magicznej ścieżynce. 
Prawie trzygodzinny spacer uświadomił Stufciowi dwie ważne rzeczy: po pierwsze, że te upragnione, wymarzone wagary, są raczej mocno przereklamowane, bo jaką frajdą jest samotna wędrówka po lesie? Po drugie, że jego brzuszek dopomina się o jakiś wkład, a wagary nie zapewniają niestety żadnego pysznego obiadku.. Myśląc z rozrzewnieniem o świetlicowym posiłku, dostrzegł na jednym z kolorowych drzew, dwa piękne, dorodne, tęczowe jabłka. Jakie one były apetyczne!! Niewiele myśląc, wspiął się na jedną z gałązek drzewa i sprytnie, kilkoma zręcznymi ruchami zerwał soczyste jabłuszka. Wkładając jedno 
z nich do tornistra, wydawało mu się, że drzewo zafalowało leciutko, nie zastanawiając się jednak nad tym dłużej, ruszył pospiesznie w drogę powrotną. Miał jeszcze w końcu sporo do przejścia. Zmęczenie i głód dało o sobie jednak wkrótce znać. Zmęczony prosiaczek przycupnął pod drzewem i oderwał pierwszy kęs kolorowego jabłuszka. Hmmm... jakie pyszne. pomyślał i po następnych kilku minutach obracał w dłoni już tylko niewielki ogryzek. Nagle, usłyszał przed sobą jakiś szelest i, mimo że był odważną świnką, przestraszył się nie na żarty. Może w tym lesie mieszkają wilki? Albo dziki? Albo wilki 
i dziki? Z mocno bijącym sercem wychylił się zza drzewa i zobaczył zbliżającą się do niego z wolna sylwetkę. Sylwetkę Futrzaka. No nie! pomyślał Stefan, Skąd on się tu wziął? Zerwał się z łańcucha? Futrzak stanął przed Stufciem i radośnie merdał ogonkiem. Skąd się tu wziąłeś? Wracaj do siebie i odczep się w końcu ode mnie! zawołał niegrzecznie i niewiele myśląc wyjął z tornistra zerwane jabłko i rzucił nim w stronę czworonoga, próbując go odstraszyć. Owoc, po krótkim locie upadł na ziemię i poturlał się wprost pod łapy Futrzaka, który dokładnie obwąchał nieoczekiwany ?prezent? i długo mu się przyglądał. Stufcio z satysfakcją ruszył żwawo przed siebie. Po kilku chwilach pies został daleko z tyłu, wpatrując się jak zaklęty w kolorowe jabłko. Prosiaczek maszerował więc przed siebie, wesoło machając trzymanym w dłoni ogryzkiem i podśpiewując radośnie.
Nagle, zupełnie niespodziewanie, ogryzek zaczął powoli wibrować mu w dłoni i mienić się na przemian różnymi odcieniami wszystkich znanych Stefanowi kolorów. Stufcio przystanął zdumiony, wypuszczając bezwiednie z ręki pulsujący przedmiot. Ogryzek upadł na ziemię i cichutkim, ledwie słyszalnym głosem przemówił do Stefana: Witaj Stufciu! Jestem, jabłkiem z cudownego drzewa, które wydaje owoce tęczowych marzeń. Każdy, kto mnie spróbuje i pomyśli o swoim największym marzeniu, następnego dnia będzie mógł się radować z jego spełnienia!  Prosiaczek, zaskoczony, ale bardzo zaciekawiony nie musiał zbyt długo się namyślać, po czym głośno i stanowczo oznajmił: Chciałbym, już nigdy nie chodzić do szkoły!  Ogryzek nagle zawirował, błysnął i poturlał się pod drzewo, po czym zatrzymał się i znowu zaczął przypominać zwyczajny, jabłuszkowy odpadek. 
Stufcio, jeszcze chwilę zdumiony przyglądał się ogryzkowi, nie bardzo wiedząc co ma myśleć o niezwykłym zdarzeniu. Czy tylko mu się wydawało, czy naprawdę znalazł cudowne jabłko, które ma spełnić jego marzenie? Rozmyślał o tym jakąś chwilę, po czym powoli zaczął zmierzać w stronę domu, zmęczony całodzienną wędrówką. Wracając, spotkał kolegów 
z klasy i dzieląc z nimi wrażenia z pierwszych wagarów, zapomniał o magicznym jabłku oraz jego niezwykłej obietnicy. Wszyscy razem maszerowali w stronę swojego osiedla, a ich głośny śmiech rozbrzmiewał w całej okolicy. Żaden z nich nie widział, że powoli, ze spuszczoną głową, podążał za nimi Futrzak, kurczowo zaciskając w zębach, podarowane przez Stufcia, czerwone jabłuszko... Słoneczko, chowając się za horyzontem, szykowało się do snu i lekki półmrok spowił kolorową krainę. Długi dzień dobiegł końca.Nazajutrz, prosiaczek jak zwykle obudził się bardzo wcześnie, słysząc krzątających się w kuchni rodziców. Pomyślał: O nie, znowu ta szkoła, po czym nasunął kołderkę po samiuteńki czubek głowy, starając się ukryć przed całym światem, i zasnął. Kiedy słońce było już całkiem wysoko, Stufcio obudził się ponownie i - lekko zaspany - poczłapał leniwie do łazienki. Kiedy skończył poranną toaletę uświadomił sobie, że już dawno powinien być w szkole, ale, nie widzieć czemu, nikt go nie obudził! Wszedł do kuchni, a jego wzrok przykuła mała karteczka oparta o stojący na ławie szklany wazonik. Stufcio, zaciekawiony, podniósł i zaczął czytać, napisaną przez mamę wiadomość: 
"Stufciu, postanowiliśmy z tatą, że od dziś nie będziesz chodził do szkoły, skoro tak bardzo tego nie lubisz."
Huraaa! Zawołał Stufcio! Jednak marzenie się spełniło! Hurrraaa! Niech żyją wszystkie czerwone jabłka świata! Niech żyją ogryzki i ogonki! Prosiaczek cieszył się ogromnie i podskakiwał tak wysoko, że jego różowe i miękko falujące z góry na dół, długie usiska niemal strzepywały kurz z kuchennego sufitu. Uspokajając się powoli, Stufcio kontynuował czytanie liściku od mamy:
"W związku z tym, że będziesz miał odtąd więcej czasu, którego nie musisz poświęcać nauce - byś nie umarł z nudów -codziennie będziemy Ci zostawiać na stole listę zadań do zrobienia na każdy dzień. Nagrodą za ukończenie wszystkich zadań, będzie Twoja wolność Stufciu i możliwość opuszczania lekcji. Nim jednak zdecydujesz się zrezygnować ze szkoły, pamiętaj, że Twoja decyzja jest nieodwracalna, przemyśl ją dokładnie. Całujemy Cię mocno, rodzice."
Stufcio zmarkotniał nieco po dokończeniu listu od rodziców, ale co tam, pomyślał, szybko upora się z obowiązkami i resztę dnia spędzi na zabawie. Wszystko jest lepsze od szkoły, nawet drobne obowiązki! Przeczytał więc pospiesznie zadania na dziś i strapił się jeszcze bardziej. Grabienie liści, zakupy, sprzątanie pokoju i, jakby tego było mało, uporządkowanie książek w biblioteczce! Motyla noga! Kiedy ja miałbym to wszystko zrobić, chyba przez następny tydzień, pomyślał załamany prosiaczek i - chcąc nie chcąc - zabrał się za sprzątanie pokoju.
Dzień minął Stufciowi bardzo szybko, na licznych obowiązkach. Słoneczko wisiało już nisko nad horyzontem, kiedy kończył właśnie grabić liście. Był naprawdę zmęczony, ręce powoli odmawiały mu posłuszeństwa. Wypatrując na trawie ostatnich pojedynczych listków, które wiatr złośliwie przeganiał we wszystkie strony, usłyszał dobiegające od strony ulicy radosne odgłosy. To koledzy Stufcia właśnie wracali ze szkolnej świetlicy. Cześć Stufciu! Dlaczego nie było cię dzisiaj w szkole? Zapytał jeden z jego przyjaciół, Źle się czujesz? Nie, odparł Stufcio, Nie będę już z Wami chodził do szkoły, znudziły mi się lekcje, teraz jestem wolnym prosiaczkiem!! z dumą oświadczył Stefan, co koledzy odebrali z wyraźną zazdrością 
i z zaciekawieniem oczekiwali jego opowieści o tym, co w wolnym czasie porabia. On jednak był zbyt zmęczony, by opisywać dzisiejszy dzień. A może po prostu nie miał się czym chwalić? Koledzy pobiegli więc dalej, a Stufcio uprzątnął zebrane liście i -mijając bez słowa Futrzaka, który z nadzieją na jakiś gest przyglądał się zza ogrodzenia Stufciowi - wrócił do domu.
I tak mijały kolejne dni i tygodnie, Stufcio dostawał od rodziców kolejne zadania i - mówiąc szczerze - coraz mniej cieszył się z opuszczenia szkolnej ławy. Popołudnia, które miał zwyczaj spędzać na zabawie z przyjaciółmi, przesypiał, bo po całodziennej pracy nie miał już siły kompletnie na nic. Koledzy powoli zaczynali o nim zapominać, nie chodził z nimi do szkoły, ani na boisko, nie figlował już z nimi i nie psocił, nie mieli już z nim wiele  wspólnego. To nie był już ich Stefan, zawsze radosny i pełen pomysłów. Omijali zatem jego podwórko, a on stawał się coraz bardziej samotny. Nie tak wyobrażał sobie wolność.. Nawet kiedy udawało mu się uporać z obowiązkami do południa, nie miał się z kim bawić, koledzy byli przecież w szkole, a samemu cóż można robić... I tak nadeszła późna jesień, kolorowe drzewa traciły już liście, piękna okolica stawała się coraz bardziej szara. Stufcio również nie był już tym samym prosiaczkiem. Zmarkotniał, posmutniał, trudno było dostrzec uśmiech na jego radosnej dotąd twarzy. Stracił ochotę do żartów i figielków. 
Z dnia na dzień było coraz gorzej, a Stufcio nie miał pomysłu jak wybrnąć z tej sytuacji. Obowiązków nie miał już tak wiele, nauczył się szybko wykonywać domowe prace i miał coraz więcej czasu dla siebie. Nie wiedział jednak zupełnie, co ma z tym czasem robić. Jak się okazało, życie bez przyjaciół i bez szkoły, wcale nie było takie kolorowe. Dni płynęły leniwie, bez żadnych ciekawych przygód. Wreszcie Stefan zdecydował się przyznać do błędu i poprosić rodziców, by mógł znowu wrócić do szkoły. Okazało się to jednak niemożliwe, dokonał wyboru i teraz musi ponieść jego konsekwencje. Powoli zaczynał przyzwyczajać się do tej myśli.
Aż, któregoś dnia, wszystko się zmieniło! Stefan wracał właśnie z zakupów, gdy jego dawni koledzy grali w piłkę na szkolnym boisku. Stufcio, przystanął na chwilę i obserwował ich z zazdrością. Jakie oni mają szczęście, pomyślał. Chodzą sobie do szkoły, grają w piłkę, cały wolny czas spędzają na zabawie. A ja?? Mam tylko obowiązki! Nie mam przyjaciół, a popołudnia spędzam w samotności. Tak bardzo chciałbym móc znowu chodzić do szkoły, jeździć z kolegami na rowerze i płatać wszystkim figle... pomyślał Stufcio i nagle wpadł na genialny pomysł! Wypuścił z rąk siatki ze sprawunkami i ile sił w nogach popędził w kierunku lasu. Pędził przed siebie, mijając po drodze przyglądających się mu ze zdumieniem mieszkańców. Wreszcie, mocno zdyszany przybiegł do lasu i po krótkiej chwili udało mu się znaleźć drzewo, z którego zerwał magiczne, spełniające marzenia jabłka. Szczęśliwy Stufcio spojrzał w górę w poszukiwaniu nowych jabłuszek, po czym zrezygnowany i przybity przycupnął pod drzewkiem i cichutko zapłakał. Drzewko niestety nie miało już nie tylko żadnych owoców, ale zrzuciło już prawie wszystkie liście i prosiaczek z całą pewnością mógł stwierdzić, że nie znajdzie już na nim ani jednego, czerwonego jabłka, które mogłoby spełnić jego marzenie. Stefan uświadomił sobie, że nie ma już więcej żadnych pomysłów jak odzyskać swoje dawne życie i musi niestety ponieść konsekwencje tego co się wydarzyło. Powoli, pociągając nosem, wstał spod drzewa i ruszył zrezygnowany w stronę domu. 
Kiedy był już prawie u celu, przechodząc obok ogrodzenia sąsiadów, ujrzał stojącego opodal Futrzaka. Piesek patrzył w stronę Stufcia, nieśmiało merdając ogonkiem. Prosiaczek zrozumiał wtedy, że Futrzak jest równie samotny co on, nie ma żadnych przyjaciół i z nieukrywanym żalem obserwuje radość innych. Zganił siebie w myślach za to, że dotąd lekceważył czworonoga, nie zwracał na niego uwagi i traktował niegrzecznie. Postanowił to zmienić. Podszedł do pieska, czym wyraźnie zaskoczył Futrzaka. Witaj Piesku! zawołał i podszedł bliżej jego wybiegu. Futrzak podbiegł do prosiaczka i merdając ogonkiem, tym razem znacznie radośniej, starał się okazać swoją sympatię dla miłego gościa. Stufcio, pochylając się nad pieskiem zauważył w kąciku jego legowiska, dobrze mu znany czerwony owoc. Ojej! To magiczne jabłko! Krzyknął! To na pewno ono, poznałbym je wszędzie! Ten owoc spełnia marzenia tego, kto je spróbuje i pomyśli o swoim pragnieniu! Piesku, pomyśl co chciałbyś zmienić w swoim życiu, a marzenie się spełni! Futrzak, mocno zdziwiony, podszedł bliżej magicznego owocu i delikatnie uniósł go w zębach. Jabłko delikatnie wibrowało i mieniło się różnymi kolorami tęczy. Piesek przeniósł je bliżej swojej budy i wturlał do środka, po czym wrócił do swojego nowego przyjaciela, prosiaczka. Stufcio, przycupnął tuż przy Futrzakowym ogrodzeniu i opowiedział mu swoją historię o tym, jak jabłko spełniło jego marzenie i jak przestał chodzić do szkoły. Opowiedział o swoich nowych domowych zadaniach, które tak bardzo chciałby teraz zamienić z powrotem na szkolne obowiązki. Stufcio zrozumiał, że popełnił błąd. Szkoła nie jest tylko przykrym obowiązkiem, szkoła to coś znacznie więcej. W niej uczymy się jak stać się dorosłymi, jak być takimi, jak mama i tato. Szkoła wyjaśnia nam dlaczego motyl nie jest ssakiem i jak z piasku powstaje szkło. Na lekcjach uczymy się skupienia i cierpliwości. Stufcio dopiero teraz, uświadomił sobie, że szkoła to coś znacznie więcej, niż tylko obowiązki i ranne wstawanie. Szkoła to wiedza, którą wlewamy do naszych brzuszków i z której czerpiemy przez całe swoje życie. Szkoła wreszcie to przyjaciele i zabawa. A wolność, której tak bardzo pragnął Stufcio? Tę dostaniemy dopiero dużo, dużo później, bez szkoły - nie dostaniemy jej nigdy.
Wracając do domu, Stufcio poradził Futrzakowi, by mądrze wykorzystał swoje jabłko i nie popełnił błędu, takiego jak on. Nasze marzenia muszą mieć sens, a nie być tylko chwilowym kaprysem. Kładąc się do łóżka Stufcio pomyślał, że ostatnie tygodnie wiele go nauczyły i żałował tylko, że tak późno...
Następnego ranka, po kilku smutnych, deszczowych i szarych dniach, słońce od świtu harcowało radośnie, zuchwale zaglądając do okien mieszkańców baśniowej krainy. Stufcio, wytrącony z głębokiego snu, usłyszał znajome, choć dawno nie słyszane wołanie mamy: Stufciu, wstawaj, czas do szkoły! Prosiaczek zerwał się z łóżka na równe nogi 
i z niedowierzaniem pobiegł do kuchni. Mam właśnie kończyła pakować mu do tornistra drugie śniadanie, a na stole nie dostrzegł żadnej karteczki z domowymi zadaniami na dziś. Podekscytowany Stufcio pobiegł z powrotem do swojego pokoju, a jego wzrok utkwił w przygotowanym na szafie, gładko wyprasowanym szkolnym mundurku. Hurraaa!!!! Hurraaa!!! Nie wiem jak, nie wiem dlaczego, ale znowu idę do szkoły!!!!!!! Hurraaa!!!!! Krzyczał z radości prosiaczek i z wielkim entuzjazmem włożył, dawno nieużywany szkolny mundurek, po czym bez śniadania wybiegł z domu, zapominając nawet o tornistrze. Trzasnął furtką, minął kilka sąsiednich domów i nagle postanowił wrócić, by podzielić się z nowym przyjacielem dobrą wiadomością. Jednym zwinnym susem przedostał się za ogrodzenie i stanął przed wybiegiem Futrzaka. Pies, słysząc odgłosy dobiegające sprzed jego budy, sprytnie wydostał się z niej i w oka mgnieniu znalazł się tuż przy prosiaczku. Stufcio, plączącym się z emocji językiem, opowiedział Futrzakowi co stało się dziś rano i jak bardzo cieszy się, że znów może pójść do szkoły. Opowiadał i opowiadał, a piesek radośnie wymachiwał ogonkiem. Kiedy Stufcio nieco ochłonął i zamierzał w końcu pójść do utęsknionej szkoły, coś skupiło jego uwagę. W pobliżu budy Futrzaka leżało magiczne jabłko, nie wyglądało już jednak wcale na jakieś niezwykłe. Było czerwone, nadgryzione, nie wibrowało już jednak i nie mieniło się różnymi kolorami. Tak jakby straciło swoją magiczną moc?pomyślał Stufcio i nagle zrozumiał co się stało! Jabłko straciło swoją moc, bo spełniło już czyjeś marzenie! Marzenie Futrzaka, a właściwie Stufcia! To Futrzak musiał poprosić niezwykły owoc, by Stufcio znowu mógł chodzić do szkoły! Prosiaczek, nie mogąc uwierzyć w obrót wydarzeń, zapytał Futrzaka czy to prawda, czy poprosił magiczny owoc, by Stufcio znowu mógł wrócić do szkoły. Futrzak radośnie pomerdał ogonkiem i otarł się przyjaźnie o nóżkę Stefana. On wiedział już z całą pewnością, że tak to właśnie musiało być. Jabłko straciło swoje właściwości, bo spełniło marzenie pomyślane przez Futrzaka. Marzenie, o którym wczorajszego wieczora tak długo opowiadał Stufcio. Prosiaczek nie mógł uwierzyć, że można tak bezinteresownie pomóc przyjacielowi, zapomnieć o sobie i swoich potrzebach i spełnić marzenie kogoś innego. Kogoś, kto jeszcze nie tak dawno, zupełnie go nie zauważał... A przecież Futrzak na pewno miał mnóstwo swoich marzeń! Poświęcił je, nie oczekując niczego w zamian. Stufcio stał oszołomiony, wzruszony i zupełnie wytrącony z równowagi. On nigdy dotąd tak nie postąpił i trudno było mu zrozumieć zachowanie swojego przyjaciela. Bo Futrzak z całą pewnością był jego prawdziwym przyjacielem. 
Pierwsze wagary w życiu Stufcia, bardzo wiele go nauczyły. Po pierwsze, że szkoła stanowi ważną część naszego życia, bez której nie pokonamy drogi na sam szczyt, krętej drogi, którą wszyscy zmierzamy do celu. Od czasu powrotu do szkoły, prosiaczek nigdy już nie narzekał, że musi się uczyć i bardzo chętnie uczestniczył w lekcjach. Po drugie, Stufcio nauczył się, że w życiu należy patrzeć dalej niż tylko na czubek swojego nosa. Musimy żyć również dla innych, bo rodzina i przyjaciele są dla nas najważniejsi. Stufcio zdał sobie sprawę, że czasem, niezwykle rzadko, poznajemy osoby, dla których marzenia i potrzeby innych są ważniejsze od ich własnych i to od nich Stufcio postanowił się uczyć. Futrzak został więc najlepszym przyjacielem Stufcia, towarzyszem w doli i niedoli, wiernym kompanem, który dobro swoich przyjaciół stawiał zawsze ponad swoim. Tego samego mógł także oczekiwać od Stufcia i nie zawiódł się już nigdy na swoim nowym przyjacielu.