REDnacz
Gotowiec: Agnieszka Zydroń
Podobnie jak w latach ubiegłych, tak i w tym, przygotowaliśmy dla Was pakiet "gotowców", które wykorzystać mogą dzieci nie mogące znaleźć sobie partnera, lub chcące sprawdzić się w duecie ze specjalnym gościem Bazgroła.
Zaprezentowany poniżej "gotowiec" nie jest jednak zwyczajny - to pierwsza praca napisana przez specjalnie zaproszonego gościa Bazgroła - Agnieszkę Zydroń, którą swoimi rysunkami uzupełniła Jej córka Apolonia! Jeśli chcecie, możecie spróbować swoich sił i wykonać ilustracje do opowieści o Kaletce! Czekamy na Wasze propozycje!

Agnieszka Zydroń:  felietonista, dziennikarz, autorka artykułów do prasy kobiecej a także 3 książek - "Zazdrość kobieca"(bestseller 2010 r.), "Życie na kredyt" (2011), "Dzień, który zmienił ich życie" (2013, wywiady z ofiarami wypadków na polskich drogach). Absolwentka UJ, kulturoznawca. Ambasador bezpieczeństwa na polskich drogach ogólnopolskiej organizacji zrzeszającej kierowców Autofederacja, ekspert do spraw bezpieczeństwa drogowego współpracujący przy projektach Ministerstwa Transportu. Autorka wielu akcji na rzecz bezpieczeństwa kierowców wspieranych przez instytucje ogólnopolskie (m.in. GDDKiA, Urzędy Miast, Komenda Stołeczna Policji ). Współpracuje z organizacjami oraz instytucjami działającymi na rzecz trzeźwości kierowców w całym kraju. Prywatnie miłośniczka podróży i włoskiej kuchni.

Apolonia Zydroń: 7 lat, uczennica I klasy szkoły podstawowej, krakowianka. Laureatka wielu konkursów plastycznych oraz rzeźbiarskich. W styczniu 2014 r. otrzymała wyróżnienie w ogólnopolskim konkursie plastycznym "Będzie lepiej", a także stypendium dla dzieci wybitnie uzdolnionych. W 2013 r. wystąpiła na scenie Nowohuckiego Centrum Kultury w Krakowie w koncercie baletowym pt. "4 pory roku Vivaldiego", a także zdobyła I miejsce w konkursie malarskim pt. "Dziadek do orzechów"organizowanym przez Edukację Artystyczną Dzieci. Wielka miłośniczka zwierząt i przyrody.

Co to są GOTOWCE  

 KALETKA W MONASTIRZE                                                         




Kaletka rozejrzała się wokół swoimi przerażonymi, wielkimi, brązowymi oczkami... była tylko malutkim, bardzo delikatnym pieskiem, który przyleciał na wakacje z Elwirą i Alanem. Niestety, zamiast ukochanych właścicieli ujrzała stawiające ją na ziemię zupełnie obce, silne ręce. W pierwszej chwili miała zamiar na tą osobę mocno szczeknąć, jednak ostatecznie poddała się i zaczęła się trząść...

- Hej, jaki mały, chudy psiak - powiedział mężczyzna grubym głosem prychając i szczerząc niebiałe już zęby. Kaletka nie rozumiała języka arabskiego, jednak wyczuwała, że skierowane w jej kierunku słowa nie zwiastują niczego dobrego.
- No już, uciekaj stąd, sio, sio - krzyczał coraz głośniej człowiek z śniadą karnacją, czarnymi włosami i ostrymi rysami twarzy.

Kaletka wypuszczona na ziemię zaczęła szybciutko przebierać małymi nóżkami, żeby uciec jak najszybciej z tego nieprzyjaznego miejsca. 
Była przerażona. Przecież gdzieś tutaj musi być Elwira i Alan... ostatni raz postawili ją przy wyjściu z samolotu na podłodze zabierając bagaż podręczny podczas gdy ktoś popchnął Kaletkę pod siedzenie a później nigdzie nie było już jej właścicieli...
 Kaletka rozejrzała się wokół i zaczęła obwąchiwać bielone murki wokół terenu lotniska. Wokół czuć było bardzo wilgotne, gorące powietrze i dziwne zapachy, których nie była w stanie rozpoznać. Wszystko było takie obce... przeszła zdezorientowana kilkanaście metrów bokiem zaniedbanego chodnika, przy którym mijała porozrzucane śmieci na tle pięknych palm. Widywała takie krajobrazy oglądając z Elwirą programy podróżnicze, jednak na żywo miały dużo większy urok. Skąd jednak tyle śmieci porozrzucanych po chodnikach  W Warszawie nigdy nie widywała takiego bałaganu, choć Alan często narzekał na stolicę i jej niedostatki. Kaletka rozglądając się wokół pomyślała, że Mokotów jest jednak bardzo czystym miejscem. Porównując ulice Monastiru do ulicy Marzanny, Żwirki i Wigury oraz Woronicza, którymi na co dzień spacerowała, rozmyślała, dlaczego nie spotkała jeszcze żadnego psa na swojej drodze... mógłby doradzić jej, gdzie może otrzymać pomoc dla zaginionych psów. Niestety, wokół było tylko mnóstwo małych sklepików z podobnymi do siebie straganami oraz śniadymi mężczyznami, którzy głośno krzyczeli do przechodzących turystów wymachując rękami. Muszą się bardzo złościć - pomyślała Kaletka obserwując scenę spod małego, bielonego, obrośniętego roślinnością murka. Młody mężczyzna o jasnej cerze oraz kobieta z blond włosami oglądali jakieś złote talerze, podczas gdy śniady sprzedawca stukał gwoździkiem w jeden z nich, grawerując napis w postaci dziwnych znaków. Kaletka była tak malutka, że nie była w stanie dostrzec napisu, zaś wszędzie nad jej głowami widniały zamiast liter zupełnie nieznane, obce jej znaki. 

- 10 dinarów to za dużo - powiedział spokojnie mężczyzna o jasnej cerze. Możemy zapłacić 5 dinarów.

Nagle śniady mężczyzna podniósł się ostro i zaczął coś wykrzykiwać, machać rękami, najpierw odpychać mężczyznę a później łapiąc go za rękę prowadzić znów do stoiska. Istny spektakl przeraził Kaletkę nie na żarty. Instynktownie skuliła się. Co to będzie - Czy jako piesek ma obowiązek pomóc tym ludziom? W końcu mówią w języku jej właścicieli. Nie może pozwolić, aby skrzywdzili ich ci dziwni, agresywni ludzie. Nie zastanawiając się ani chwili podbiegła do stoiska, najeżyła krótkie włoski na grzbiecie i zaczęła szczekać. W tej chwili śniady mężczyzna uspokoił się, zamilkł i zaczął się głośno śmiać. Kaletka nie czekając, aż znów ktoś ją przegoni szybko wróciła pod murek i ukryła się za roślinami. Widziała, jak turyści zaczynają jej szukać, jednak wolała się nie narażać i nie ujawniać swojego ukrycia. Nie wiedziała w końcu, kim są. Nagle z lewej strony ucha usłyszała cichy, miauczący śmiech. 

- Miau, cóż za odwaga w tak małym chuderlaku...zepsułaś całą zabawę i targowanie maluchu.
- Nie jestem maluchem. Jestem chihuahua - odszczeknęła odważnie Kaletka. Widząc jednak wielkiego, czarnego kota z długim pyskiem i zielonymi jak groszek oczami straciła resztkę sił. 
- Tak dużo Was tutaj, na każdym kroku koty i te dziwne postacie bez twarzy w czarnych prześcieradłach... i ci krzyczący mężczyźni... a psów wcale - powiedziała, obserwując mijające ją co chwilę łaciate kociska...
- Żyjemy w dobrym klimaciku maluszku. Skąd się tu wziąłeś i kto nałożył ci tą dziwną sukienkę, która jest porwana - uśmiechnął się kocur. 

Kaletka szybko spojrzała na swoją śliczną, nową sukieneczkę, którą ubrała jej przed wylotem z Polski Elwira. Była cała brudna i porwana. Z bólem serca zaczęła wyswobadzać się z ubranka, pozostając jedynie w obroży. 

- Jestem Kaletka. Przyleciałam z Polski, z Warszawy i zgubiłam Elwirę i Alana...nie wiem, gdzie ich szukać.
- Oooo, to nie za dobrze- odparł kocur - coś trzeba na to poradzić.
- No, tylko bardzo się boję i nie wiem, dokąd pójść. Wszędzie wielkie, białe budynki, pędzające , poobijane samochody, na chodnikach śmieci....i te prześcieradła na ludziach...
- To nie prześcieradła maluchu...to kobiety, takie jak Ty - zaśmiał się kocur .
- Zimno im tu? Bo ja się okropnie pocę i umieram z pragnienia, choć lubię ciepło i w Polsce zawsze marznę...
- Nie zimno głuptasie, tylko takie mamy zwyczaje. Kobiety nie powinny odkrywać swoich twarzy, postaci, ponieważ mogą je oglądać w domach tylko najbliżsi. 
- Co to znaczy? 
- Każdy kraj ma swoją religię, tradycję, obyczaje, klimat. To nas różni i skoro tu jesteś, to pewnie twoich właścicieli interesuje kulturoznawstwo... nasi mężczyźni nie pozwalają kobietom odsłaniać twarzy przed obcymi, głośno mówią i gestykulują, ponieważ jest to codzienny sposób wyrażania emocji a koty są tu wszędzie jak widzisz...
- Nic z tego nie rozumiem i wcale mi się to nie podoba. Wciąż chce mi się pić
- Choć, coś ci pokaże - oznajmił kot. 
- Nie wiem czy powinnam...jeżeli Elwira szukałaby mnie to chyba w pobliżu lotniska... powinnam czekać w okolicy.
- Niestety, chyba nie masz innego wyjścia, jeżeli nie chcesz paść tu z pragnienia. 
- Jesteś kotem, nie wiem, czy mogę Ci zaufać... jak masz na imię? 
- Jestem kotem, dlatego znam tu wszystkie stołówki w okolicy i mogę ci pomóc. Nazywają mnie Malik. 

Nagle, zanim Kaletka zdołała odpowiedzieć, zza krzaków wyskoczyła grupa wielkich kotów, które rzuciły się w stronę Kaletki. Malik natychmiast popchnął Kaletkę w stronę plaży i głośno miauknął

- Za mną maluchu!!!

Kaletka nie miała czasu do zastanowienia. Popędziła szybciutko w poprzek ulicy przemykając na plażę pomiędzy samochodami, które stały na światłach i trąbiły na siebie niecierpliwie. Wszędzie żółte taksówki...
Po kilkunastu sekundach nie miała już sił w płucach i w chudziutkich nóżkach, jednak próbowała dzielnie dotrzymać kroku Malikowi. W pewnej chwili kocur zatrzymał się przed wielkim, białym budynkiem, za którym widniała wspaniała, błękitna tafla morza. Wokół rosły palmy, wiał przyjemny wietrzyk... Kaletka zaniemówiła z wrażenia i zmęczenia. Położyła mały łepek na piasku i z zamkniętymi oczkami ciężko oddychała. Malik, dumny z wrażenia, jakie wywołało jego znalezisko zaproponował 

- Wody?
- Wiem, że woda w morzu jest słona...
- Nie mówię o wodzie z morza, ale z restauracji w hotelu. To jeden z lepszych w okolicy. Mam tu zaprzyjaźnionych kelnerów, zawsze zostawią dla nas to i owo... zapraszam więc na ucztę. 

Kaletka bez słowa wstała i podążyła za kotem, oglądając na plaży rozstawione namioty, w których ucztowały całe rodziny - kobiety nadal w długich ubraniach. Był to niecodzienny widok dla europejskiego psiaka. Rozmyślania zatrzymały się w momencie, kiedy dotarli do tarasu, na którym stało dużo stolików z parasolami, jednak w tej godzinie nie było tu ludzi. Malik machnął głową na Kaletkę, która podeszła do małej miseczki i wyrzuconych na kamienną posadzkę kosteczek z obiadu. Woda pachniała inaczej, jednak Kaletka nie pogardziłaby nawet deszczówką. Wydawało jej się, że chodzi o życie...

- Kim była zgraja kotów, które nas zaatakowały? - zapytała Kaletka, kiedy doszła już do siebie.
- To miejscowi rozbójnicy. Wszędzie ich pełno na świecie. Są koty dobre i mniej dobre, tak jak ludzie i psy. Mamy wybór i każdego dnia możemy go świadomie dokonać. Pomagać innym lub szkodzić...
- Ty pomagasz Maliku. Dziękuje. 
- Pomagając Tobie, pomagam sobie. To, co zrobimy dla innych, wraca do nas. To opłacalny życiowy interes - zaśmiał się radośnie kot. 

Zwierzęta powoli oddaliły się od tarasu wracając na plażę, kiedy nagle powietrzem wstrząsnął potężny huk. Oboje padli na piasek czując, jak małe ziarenka dostają się do ich oczu, nosków, pyszczków. Leżeli tak dłuższy czas, kiedy Malik zaczął powoli się ruszać. Wokół pełno było dymu i kurzu, a także czuć było dziwny, cierpki zapach... Malik zaczął szarpać Kaletkę, która leżała bez ruchu. 

- Maluchu, wstań! Maluchu, obudź się! - kot patrzył wilgotnymi oczami na malutkie ciałko i poruszał je swoimi łapkami. Bez efektu. Ciałko było zasypane piaskiem i zupełnie nieruchome. Kot nie rozumiał swoich uczuć, ale czuł się bardzo winny, że przyprowadził tu pieska w takiej tragicznej chwili. Teraz patrzył, jak życie z niej uchodzi...
- Kaletko, proszę otwórz oczy... kot odwrócił na chwilę wzrok i spojrzał w stronę hotelu. Była tam duża dziura w budynku, w którym coś wybuchło. Ludzie biegali wokół, uciekali z budynku, wszędzie było duże zamieszanie. 

Nagle Malik zauważył, że małe ciałko zaczyna się poruszać. 

- Wróciłaś! - zawołał dotykając główki pieska swoim długim noskiem.
- Boli mnie głowa, co się stało...? - zapytał piesek.
- Coś wybuchło. Tu się to czasami zdarza. Nie są zabezpieczone przewody elektryczne, czasami instalacje zaczynają się palić...czasami dzieją się jeszcze inne rzeczy. 
- Mówiłeś, że to dobry hotel...
- Jest dobry... dla bezdomnych kotów. W innym nas nie chcą tak życzliwie przyjmować. Dasz radę wstać? 
- Spróbuję - powiedziała Kaletka poruszając szyjką. Rozprostowała małe, ogłuszone ciałko i zaczęła powoli podążać za Malikiem. 

Zaczęli zbliżać się do straganów, przy których Kaletka poznała Malika, gdy nagle, koło jednego ze sklepików zauważyli zamieszanie. Nie było to nic dziwnego, skoro przed chwilą był to wybuch w hotelu. Jednak Ci ludzie zaglądali w rośliny, zarośla, pod murek. Czyżby tutaj szukali winnych?  Nagle Kaletka stanęła na chodniku i zaczęła się trząść. Malik popatrzył w jej stronę zaniepokojony. Kaletka powolutku, z dużym wysiłkiem zaszczekała swoim cienkim, słabym głosikiem. Malik obserwował, jak kobieta, w białym kapeluszu, schylająca się pod palmą zaczyna się rozglądać i odwraca się w ich stronę. Z boku rozpoznał parę, która wcześniej robiła tu zakupy i którą Kaletka próbowała obronić przed sprzedawcą. Kobieta w kapeluszu zaczęła biec w stronę kota i Kaletki, dlatego kot natychmiast kazał Kaletce uciekać. Ta jednak zamiast do ucieczki, zaczęła z mokrymi oczkami biec w stronę kobiety. Kiedy do siebie dotarły, kobieta wzięła pieska na ręce i zaczęła z wielką czułością tulić. To musiała być Elwira. Po chwili dołączyli do nich pozostali ludzie, którzy ewidentnie byli turystami i pomagali w poszukiwaniach. Po kilku minutach Kaletka obejrzała się w stronę Malika próbując się do niego wyrwać. Elwira i Alan zbliżyli się do kota, który nagle coś sobie przypomniał. Kilka godzin wcześniej, przy wyjściu z budynku lotniska właściciele Kaletki zatrzymali się przy nim i podarowali mu kawałek kabanosa, którego jadł Alan. Kot był za ten gest bardzo wdzięczny. Teraz okazało się, że nieświadomie odwdzięczył się, ratując ich ukochanego pupila. Elwira jednak postanowiła działać.

- Alan, zawołajmy tego kota. Poproszę pracowników hotelu, żeby pozwolili mu tam zostać lub znaleźć dla niego dobry dom.
- Tutaj koty są po prostu bezdomne Elwiro - odpowiedział Alan. 
- Kaletka także mogłaby pozostać na zawsze bezdomna, gdyby się nią nie zaopiekował... nie możemy go zostawić. 

Kaletka i Malik trafili do pokoju na parterze, z którego wychodziło się na ogród. W środku były zamknięte walizki pokazujące, że lokatorzy nie zaczęli nawet się rozpakowywać - od razu ruszyli na poszukiwania pupila. Zwierzątka na chwilę zostały same. 

- Dziękuje Ci za wszystko - powiedziała Kaletka - pokazałeś mi, że niezależnie od kraju, obyczajów i kultury, na świecie są dobrzy i źli ludzie, dobre i złe zwierzęta. Nauczyłeś mnie, że to, jacy jesteśmy, zależy od naszego wyboru. Elwira cię dokarmiła, a Ty pomogłeś jej przez opiekę nade mną. Teraz oni pomogą Tobie. Dobro rzeczywiście do nas wraca. Chcę zawsze być dobrym pieskiem, choć jestem taka mała.
- Wielkość ciała nie świadczy o niczym. Masz wielkie serce i wielki charakter. To największy skarb. Pamiętasz, jak bez zastanowienia ruszyłaś w obronie turystów przy straganie? Byli znajomymi z hotelu twoich właścicieli. Gdybyś ich nie broniła, nie wiedzieliby, gdzie jesteś i nie sprowadzili Elwiry i Alana. Twoja odwaga i dobre serce uratowały Tobie życie.

Zwierzęta przytuliły się serdecznie. Za godzinę Kaletka wyszła z Malikiem za Elwirą do małego pomieszczenia przy hotelowej kuchni, gdzie kot dostał swoją miseczkę z wodą. Tutaj miał mieszkać. Kaletka zrozumiała, że nic w życiu nie dzieje się z przypadku, a jej przyjaciel, dzięki swojemu wspaniałemu sercu znalazł w końcu prawdziwe miejsce, które będzie mógł nazywać domem. Kaletka pomyślała : dobro w życiu zawsze wraca i ewidentnie się opłaca.