REDnacz
Gotowiec: Szymon Jachimek
Podobnie jak w latach ubiegłych, tak i w tym, przygotowaliśmy dla Was pakiet "gotowców", które wykorzystać mogą dzieci nie mogące znaleźć sobie partnera, lub chcące sprawdzić się w duecie ze specjalnym gościem Bazgroła.
Tym razem naszym gościem i autorem baśni jest...

Szymon Jachimek (ur. 20 września 1982 w Gdyni) - aktor, artysta kabaretowy. Brat satyryka Tomasza Jachimka.
Z wykształcenia socjolog. Związany z kabaretem Limo, grupą teatralną Muflasz, grupą teatralną Pracownia Prowincja oraz teatrem Wybrzeżak w Gdańsku. Współzałożyciel i członek grupy improwizacji teatralno-kabaretowych W Gorącej Wodzie Kompani. 9 stycznia 2008 roku zadebiutował jako felietonista w portalu Onet.pl w dziale Rozrywka.

A oto Szymon wraz z koleżanką i kolegami z Kabaretu Limo, pozujący do zdjęcia w ramach akcji "jaBAZGROLĘ!".



Co to są GOTOWCE 

 RUDO-SZARA BAJKA 

Jana, dzielna pięciolatka, schowała się za drzewem pośrodku dużego parku. Jej młodszy brat Tymon właśnie kończył odliczanie. 
- ...osiem, dziewięć, dziesięć! Pałka-zapałka, dwa kije, kto się nie schowa, ten kryje! Szuuukam!
Jana przytuliła się do drzewa. Wstrzymała oddech i była cichutka jak mysz. Słyszała, jak Tymon chodzi po polance - szuszuszu. Była jesień i z każdym krokiem buty Tymona przesuwały dziesiątki opadłych liści.
Lecz nagle usłyszała coś jeszcze. Cichutki jęk. Tak, jakby komuś było bardzo smutno. Wystawiła głowę zza drzewa, żeby znaleźć się bliżej tego dźwięku, i wtedy usłyszała: 
- Mam cię! Znalazłem! Jana za drzewem! - Tymon krzyczał na cały park. Jana przyłożyła palec do ust. 
- Ćśśśśś! - szepnęła i pokazała Tymkowi, żeby do niej podszedł. - Słyszysz?
Oboje wstrzymali oddech. Przez chwilę nie dochodził do nich żadny dźwięk, aż wreszcie rozległ się jęk, głośniejszy niż wcześniej.
Chodź - złapała Jana Tymona za rękę. - Ktoś potrzebuje naszej pomocy.

Dzieci ostrożnie szły w stronę krzaków znajdujących się na końcu polanki. Nie chciały spłoszyć Jęczącego Czegoś, a i nieco się tego Czegoś obawiały. 
- Może to jakieś zwierzątko? - szepnęła Jana.
A może gałązki są chore? - odpowiedział Tymon.
Stanęli przy krzakach. Jęczące Coś było już bardzo, bardzo blisko. Dzieci dały sobie znak i jednocześnie odsłoniły gałęzie. Na ziemi, w środku kępy krzaków, leżał szary kot i cichutko pochlipywał.
- Kotku! Kotku! Co się stało? - Jana i Tymon uklękli przy zwierzątku. Kotek miauknął  - miaauuu, jęknął - aaaajjjj, i przemówił:
- Ktoś mi zabrał kolor! Ktoś... mi... zabrał... 
- Nikt ci nie zabrał koloru! Masz śliczne szare futerko! - powiedział Tymon.
- Ale ja zawsze byłem rudy! Ruuuudyyyy!!!
Dzieci zaczęły głaskać kota, aż ten przestał jęczeć i zaczął spokojnie opowiadać.
- Zawsze byłem rudy. Najbardziej rudy ze wszystkich kotów w mieście. Mogłem udawać, że jestem lisem albo wiewiórką. Jak było ciepło, to bawiliśmy się, że jestem pożarem, i inne koty oblewały mnie wodą. Dziś się obudziłem i już nie jestem rudy, tylko szary.
Jana wstała i pokazała Tymkowi, żeby zrobił to samo.
- Rudy kotku. Obiecujemy, że zrobimy wszystko, żeby znaleźć, kogoś, kto zabrał Twój kolor. Tymek. Idziemy na misję.

Misja rozpoczęła się od narady na ławce.
- Zastanówmy się, kto może potrzebować rudego koloru - rozpoczęła naradę Jana.
- Blada marchewka.
- Albo blady lis.
- Albo blade liście.
- Albo jakiejś dziewczynce brakowało takiej farbki.
- Albo... JAK MYŚLICIE? 
KTO JESZCZE MÓGŁBY POTRZEBOWAĆ RUDEGO KOLORU?
W pewnym momencie Tymek zszedł z ławki i zawołał:
- A może kotkowi nikt nie zabrał rudego koloru? Może ktoś mu podarował szary?
- Albo ktoś się tymi kolorami zamienił...
Jana również zeskoczyła na chodnik i ogłosiła:
- Robimy krótką przerwę na zabawę w chowanego i po chwili wracamy na naradę. Szukasz!

Najpierw szukał Tymon, potem Jana, a potem znowu Tymon. Wtedy wrócili na ławkę i zaczęli zastanawiać się, co jest szare:
- Słonie!
- Chmury!
- Myszy!
- Domy!
- Samochody!
- Moja bluza z misiem!
- I... W TYM MIEJSCU JANA URWAŁA.
POMOŻESZ JEJ? CO JESZCZE JEST SZARE?

Po kilku minutach dzieci miały długą listę szarych zwierząt i przedmiotów. Tylko co dalej? Nie wiedziały, dokąd iść, ani kogo spytać o pomoc. Jana zadecydowała:
- Będziemy chodzić po parku i bardzo uważnie obserwować wszystko dookoła. Jeśli znajdziemy coś, co jest rude, a nie powinno być, musimy natychmiast z tym czymś porozmawiać.
Dzieci złapały się za rękę i ruszyły przed siebie. Po parku jeździli rowerzyści, dorośli pchali przed sobą wózki z dziećmi, czasem również pojawił się ktoś, kto prowadził na smyczy swojego psa. Na jednej z ławek siedzieli również rodzice Jany i Tymona i czytali książki.
Jednak, choć dzieci patrzyły z całych sił, wciąż nie mogły znaleźć niczego niespodziewanie rudego. Tymon zaczął się niecierpliwić.
- Patrzę, patrzę, i niczego nie widzę! Równie dobrze mogę zamknąć oczy! - powiedział i mocno zacisnął powieki.
- Nie zamykaj! - prosiła Jana. - Może właśnie za chwilę coś zobaczymy!
- Nie, nie będę patrzył i koniec! 
- Tymek... - zaczęła Jana, lecz Tymon nagle machnął ręką i syknął: 
- Ćśśś! Zamknij oczy!
- Dlaczego?
- Zamknij oczy!

Jana zamknęła oczy. Nie widziała zupełnie nic i już chciała je otworzyć, i może nawet obrazić się na swojego brata, kiedy nagle... zaczęła słyszeć. Słyszała więcej dźwięków i znacznie wyraźniej niż wcześniej. Drzewa szumiały głośniej, samochody za parkiem zdawały się być bliższe, słychać było szczekanie psa i oddech przebiegającego obok mężczyzny. Do tego ptaki, rozmowy, czyjś śmiech, czyjś płacz, odległy ryk samolotu i ich własne oddechy.
Dzieci stały jak zaczarowane, kiedy nagle usłyszały coś jeszcze. Popiskiwanie, bardzo wesołe popiskiwanie... Gdzieś niedaleko ktoś bardzo się cieszył. 
- Hurra! Hurra! Jesteśmy kolorowe, jesteśmy kolorowe! - śpiewały cieniutkie głosiki.
- Słyszysz? - szepnął Tymon.
- Słyszę.
- Musimy tam iść. Nie otwieraj oczu. 
Jana i Tymon powoli zaczęli przesuwać się w stronę dźwięku. Inni przechodnie byli nieco zdziwieni dwójką maluchów z zamkniętymi oczami, idącymi maleńkimi kroczkami w stronę dużego dębu. Tymczasem oni słyszeli piszczące głosy coraz wyraźniej. 
- To chyba tu - szepnął Tymon. - Ty otwórz oczy i rozejrzyj się, gdzie jesteśmy. Ja będę dalej słuchał.
To była mądra decyzja. Gdyby poszli jeszcze kawałek dalej, Tymon prawdopodobnie uderzyłby głową w drzewo. 
- To powinno być na dole...
Jana kucnęła. Na dole dębu, przy samej ziemi, znajdowała się mała dziura. Gdy Jana się do niej nachyliła, już bez zamykania oczu słyszała radosne krzyki:
- Jesteśmy kolorowe! Jesteśmy kolorowe!
- Tymek! Otwieraj oczy! Chyba znaleźliśmy sprawców!
Tymek uklęknął obok Jany, która powiedziała:
- Dzień dobry! Mam na imię Jana i jestem tu ze swoim bratem Tymonem. Czy możemy chwilkę z wami porozmawiać?
W norce zrobiło się cicho. Po chwili nieśmiało wysunął się z norki mały łepek myszki. RUDY łepek.
- A o czym?
- Słyszeliśmy, że tu mieszkają wyjątkowe i przepiękne rude myszki. To prawda? 
- Tak, to my. Chodźcie!

Z norki wyszło na zewnątrz 7 myszek. Wszystkie rude! Patrzyły się na siebie i nie mogły nacieszyć tym widokiem.
- Ale ładne! - powiedział Tymek.
- Myszki... - zaczęła nieśmiało Jana. - Bardzo ładnie wyglądacie, ale... skąd macie ten rudy kolor?
- Znalazłyśmy - powiedziała jedna z nich.
- Na pewno? 
- Na pewno.
- Bo my spotkaliśmy bardzo smutnego szarego kota, który był rudy jeszcze dziś rano. On teraz płacze i bardzo chciałby znowu rudy...
Myszki posmutniały. Milczały chwile, po czym jedna z nich krzyknęła:
- Ale my też chciałybyśmy być rude! Dlaczego on może, a my nie?
Dzieci się zadumały.
- Bo... - zaczęła ostrożnie Jana - on od zawsze jest rudy, a wy od zawsze jesteście szare. Nie wolno zabierać czyjegoś koloru. 
- Niczego nie wolno zabierać drugiej osobie! - dodał Tymon.
Jana uśmiechnęła się.
- Wiecie co? Chodźmy do kota i oddamy mu rudy kolor. A potem... Mam pewien pomysł.

Szary kot zmęczył się płaczem i spał. Jana nachyliła się nad nim i powiedziała:
- Kotku... Obudź się, mamy niespodziankę...
Kot otworzył oczy. Zobaczył przed sobą siedem małych, rudych myszek. Zanim zdążył zorientować się, kim one są, usłyszał ciche:
- Przepraszamy cię, kotku.
Wszystkie myszki zaczęły ocierać się o kota i oddawać mu rudy kolor. Po chwili myszki były z powrotem szare, a kot przepięknie rudy. Patrzył się na swój ogon, na swój grzbiet i śmiał się głośno.
- Dziękuję! Dziękuję! Nigdy wam tego nie zapomnę! - polizał Janę i Tymona w policzek, i pobiegł przed siebie, tarzając się w liściach. 
Myszki były szare i bardzo smutne.
Nagle Jana zawołała z radością:
- Patrzcie! Zaczyna padać! - zdziwiony Tymon popatrzył na Janę ze zdziwieniem. Dlaczego ona cieszy się z deszczu?
- Teraz wszyscy patrzymy w niebo i szukamy tęczy. Czas start! - Jana i myszy spojrzały w górę, a Tymon domyślił się, jaki jest plan Jany. I stwierdził, że ma bardzo mądrą siostrę.
Tymczasem na niebie było szaro. Z szarych jak myszy chmur spadały na ziemię krople deszczu. Z początku malutkie, po chwili robiły się coraz większe. Zrobiło się chłodno i Jana zmartwiła się, czy zdąży ze swoim planem, dopóki rodzice ich nie zawołają. Wtem jedna z chmur odczepiła się od drugiej. Przez dziurę zajrzało słońce i już za chwilę na niebie widniała piękna tęcza!
- Szybko! Do tęczy! - zawołała Jana i pobiegła przed siebie. Za nią siedem myszek, a za nimi Tymon, który sprawdzał, czy żadna z myszy się nie zgubiła.
Dobiegli do stawu w parku. Znad brzegu stawu prosto w niebo wzbijała się piękna,
kolorowa, radosna tęcza. 
- Myszki! Jest was siódemka, i kolorów w tęczy również jest siedem. Każda wybiera swój kolor i ustawia się w odpowiednim miejscu. Start!
Myszki zaczęły piszczeć i biegać dookoła tęczy. Wszystkie kolory były przepiękne! Jak wybrać ten najładniejszy??? Wreszcie jedna z nich zdecydowała się na zielony, druga czerwony. Potem pomarańczowy, fioletowy, niebieski, żółty... Został jeden kolor, trochę niebieski, a trochę fioletowy... 
Ostatnia myszka stanęła przed tym kolorem i niepewnie zaczęła przestępować z nóżki na nóżki. 
- Nie podoba ci się? - kucnął przy niej Tymek. 
- Podoba! - powiedziała mysz. - Jednak nie wiem, jak ten kolor się nazywa.
- Indygo. Będziesz myszką indygową
- Dobrze.
- Wszyscy gotowi? - zapytała Jana. - No to trzy-cztery - zaczynamy!
Myszy weszły pod tęczę. Kąpały się w kolorze, obracały, tarzały, turlały... Po chwili wyszły spod tęczy i oczom Jany i Tymona ukazała się... tęcza z myszek. Siedem pięknych kolorowych myszy stanęło przed dziećmi i powiedziały:
- Dziękujemy! Jesteśmy kolorowe, jesteśmy kolorowe! 
Zaczęły biec w stronę swojej norki. Jednak jedna z nich zawróciła i powiedziała dzieciom: 
- I najważniejsze jest to, że nikomu nie zabrałyśmy tego koloru. Bardzo, bardzo dziękujemy!

Kiedy Jana i Tymon wracali z rodzicami do domu, Tymon zapytał:
- Mamo... A możemy sobie zmienić kolor?
- Kolor? A na jaki?
- Ja na fioletowy - powiedziała Jana.
- A ja na indygo - powiedział Tymon.
Rodzice spojrzeli po sobie zaniepokojeni. Pomyśleli, że muszą przyjrzeć się, co właściwie robią ich dzieci w parku.