REDnacz
Gotowiec: Pati Sokół
Podobnie jak w latach ubiegłych, tak i w tym, przygotowaliśmy dla Was pakiet "gotowców", które wykorzystać mogą dzieci nie mogące znaleźć sobie partnera, lub chcące sprawdzić się w duecie ze specjalnym gościem Bazgroła.
Tym razem naszym gościem i autorem baśni jest...

Pati Sokół - Piosenkarka. Artystka. Performerka. Jedyna na świecie Polka pracująca z nauczycielem Michaela Jacksona i Steviego Wondera. Jedna z niewielu na świecie o tak wysokim głosie, fachowo nazywanym sopranem koloraturowym.
Oficjalną stronę Pati znajdziecie TUTAJ.

A oto Pati podczas sesji zdjęciowej "jaBAZGROLĘ!"









Co to są GOTOWCE

 O KONIU, KTÓRY SIĘ ZGUBIŁ W MIEŚCIE 

Nikt nie wie jak, nikt nie wie kiedy i nikt nie wie dlaczego- dziki koń znalazł się w samym środku wielkiego miasta. 
Czuł się bardzo zagubiony. Nie było wokół innych koni i było potwornie głośno. Szedł przed siebie próbując oswoić ten zgiełk i maszyny, wydające z siebie zupełnie nowe, nieznane mu dźwięki. 
Nie wiedział w jakim kierunku ma się udać, by znaleźć jakikolwiek znany mu zakątek, więc podążał za intuicją. 
Po czasie nie wiadomo kompletnie jakim, bo przecież konie nie mają jego poczucia, ale z pewnością był już wieczór, bo zrobiło się ciemno, koń znalazł sobie miejsce do spania.  Było to małe podwórko z rosnącą na nim trawą. To właśnie tam nasz bohater zdecydował się spędzić noc. 
Rano obudził go dźwięk tramwajów i innych maszyn, które po spokojnej (w porównaniu z dniem) nocy powróciły do życia. 
Koń wstał więc i szedł dalej przed siebie. Mijał sklepy, mijał ludzi. Niektórzy mu się podejrzliwie przyglądali, inni nawet nie zauważali. Koń był zadziwiony tym, jak wygląda miasto. Dotychczas znał tylko ciszę i pole. 
W pewnym momencie usłyszał jak dwie dziewczynki krzyczą z drugiej strony ulicy:
- Mamusiu! Mamusiu! Tam jest koń!!! Tam koń idzie!!!!! 
I zaczęły biec w jego kierunku, wybiegając na ulicę. Koń instynktownie ruszył w ich kierunku powodując, że samochody zatrzymały się z piskiem opon, co prawdopodobnie uratowało życie obu dziewczynkom. Niestety koń został uderzony przez jeden z nich i upadł na ulicę. Mama podbiegła do całej trójki roztrzęsiona, sprawdzając czy żadnej z dziewczynek nic się nie stało, i natychmiast zadzwoniła po pogotowie weterynaryjne. Zanim karetka przyjechała, wszystkie trzy głaskały konia, przytulały i rozmawiały z nim, prosząc go, żeby się nie poddawał i zapewniały, że go nie zostawią. 
W szpitalu zrobiono mu różne badania, trwające bardzo długo. Wreszcie przyszedł lekarz, który powiedział, że koń musi teraz odpocząć, ale będzie zdrowy. Został lekko poturbowany, więc potrzebuje się przespać, jutro będzie można go zabrać do domu. 
- Hurrrra! Hurra! - zaczęły krzyczeć dziewczynki- będziemy mogły go zabrać do domu!!!!
Ojej, córeczki, poczekajcie, najpierw musimy się zastanowić... - mama się zamyśliła
- To Wasz koń? - przerwał lekarz.
- Tak. To znaczy nie, to znaczy znalazłyśmy go na ulicy...  - odpowiedziała zakłopotana mama.
- A skąd on się wziął na ulicy? - zapytał doktor.
- Właśnie nie wie?
Zgubił się - przerwała jej młodsza dziewczynka
Tak, zgubił, trzeba się nim teraz zaopiekować! Ale spokojnie, mamy dużo miejsca, mieliśmy mieć psa, ale całe szczęście, mamusia i tatuś się nie zgodzili, bo mamy alergię na psy i to mogło być niebezpieczne dla nas. Na początku byłyśmy smutne, ale jak widać, tak musiało być, bo gdybyśmy miały tego pieska, to teraz mogłoby nie być miejsca dla konika, a ponieważ nie ma pieska, to możemy mieć konika!!! Hurrra! Hurrra!! - powiedziała jednym tchem starsza i obie dziewczynki zaczęły skakać z radości.
- Chwileczkę, chwileczkę... - przerwała mama - Jak to konika? Jak to mieć? Sekundkę, dziewczynki, trzeba się dowiedzieć najpierw, skąd ten koń się wziął, czyj on jest? Może ktoś go szuka...? 

Koń leżał na specjalnie przygotowanym dla niego legowisku i przyglądał się tej sytuacji z zaciekawieniem, ale najbardziej podobało mu się, że obie dziewczynki go wciąż głaskały, więc nie wyglądał na zmartwionego.

- Mamusiu, a jak on jest niczyj, to oddamy go do schroniska? Tak jak pieska?- zmartwione dziewczynki przestały skakać, a na ich twarzach pojawił się ogromny smutek. 
- Nie, słoneczka moje? chyba nie ma schronisk dla koni? nic mi w każdym razie o tym nie wiadomo, muszę się popytać... nigdy przedtem nie znalazłam... konia...
- Hurrra ! Hurra!!! Czyli bierzemy konia do domu!!!  Będziemy mieć konia jak Pippi Pończoszanka!!! Hurrra!!! Hurra!! 

Już teraz wiadomo było, że mama się zgodzi. 
Następnego dnia, po wyjściu ze szpitala, koń usiadł na chodniku, aby łatwiej było trzem paniom wejść na jego grzbiet, a następnie pokłusowali ulicami miasta prosto do domu. Do domu dwóch dziewczynek i konia.