REDnacz
Gotowiec: James Craig
Podobnie jak w latach ubiegłych, tak i w tym, przygotowaliśmy dla Was pakiet "gotowców", które wykorzystać mogą dzieci nie mogące znaleźć sobie partnera, lub chcące sprawdzić się w duecie ze specjalnym gościem Bazgroła.
Tym razem naszym gościem i autorem baśni jest...

James Craig - Urodzony w Szkocji autor kryminałów. Zadebiutował jako pisarz w 2011 roku powieścią "Londyn we krwi", która rozpoczyna serię z inspektorem Johnem Carlyle w roli głównej. Zanim zajął się pisaniem, przez trzydzieści lat pracował jako dziennikarz, konsultant i producent telewizyjny. Swoją twórczość nazywa "europejskim kryminałem" - pełnym odcieni szarości, niejednoznacznej moralności i niedokończonych spraw. Mieszka z żoną i córką w londyńskiej dzielnicy Covent Garden. Jest fanem Liverpool F. C.

Co to są GOTOWCE

DRABINA (Climbing the Ladder)

Jakub Kurek przechylił głowę w prawą stronę a zaraz potem w lewą, najbardziej jak mógł. Świat zatańczył mu przed oczami.
- Jesteś pewna, że to coś nie wisi do góry nogami?
Matka Jakuba, Joanna, syknęła na syna najgłośniej, jak odważyła się w pogrążonej w ciszy galerii, po czym, kręcąc głową, wskazała na plamy czerwonej i zielonej farby na wielkim płótnie o powierzchni co najmniej dwóch metrów kwadratowych.
- Oczywiście! - Joanna była wykładowcą na Wydziale Grafiki Akademii Sztuk Pięknych imienia Jana Matejki i traktowała takie sprawy bardzo poważnie. - To "coś" jest jednym z najwspanialszych obrazów dwudziestego wieku!
Wielka sprawa, pomyślał Jakub. Nawet nie było mnie wtedy na świecie.
- Muzeum kupiło ten obraz za dwadzieścia jeden milionów dolarów.
Co tylko świadczy o tym, że niektórzy mają więcej pieniędzy niż rozumu, skomentował w myślach Jakub, marszcząc brwi. Był zmęczony i podirytowany. Najchętniej zjadłby teraz hamburgera, wypił colę i pograł w "Call of Duty" na PSP. Co prawda gra teoretycznie była przeznaczona tylko dla dorosłych, ale on grał w nią odkąd skończył dziesięć lat. W domu, w Krakowie, niektórzy jego koledzy grali w nią już od szóstego roku życia.
- Jeść mi się chce! - wymamrotał.
Matka już jednak poszła dalej. Kątem oka dostrzegł, jak znika w kolejnej sali.
- Mamo! - westchnął ciężko i podążył za nią.
Byli w Londynie dopiero od dwóch dni, ale już wydawało mu się, że zdążył zwiedzić co najmniej milion muzeów. Wszystkie wyglądały tak samo: pełno w nich było starych ludzi i nudnych obrazów.
- To nie w porządku... - mruknął pod nosem, mijając dwoje japońskich turystów pogrążonych w lekturze przewodnika. -Michał jest już pewnie w Lanzarote.
Michał Bartman był najlepszym szkolnym kolegą Jakuba. Spędzał wakacje na plaży, kąpał się  w morzu i gapił się na opalające się w toplesie turystki.
Jakub wszedł do kolejnej sali i rozejrzał się z ponurą miną. Zamiast obrazów zobaczył na ścianach coś, co przypominało wielgaśne plastikowe półki na książki w jaskrawych barwach - tyle że bez książek. Zbliżył się do tabliczki na ścianie. Uczył się angielskiego już od pięciu lat, więc nie miał najmniejszych problemów z odczytaniem napisów. Na tabliczce umieszczono nazwy banków sponsorujących wystawę, a także informację o tym, że w sali znajdują się rzeźby ukraińskiego twórcy Wołodomyra Wengerowskiego. Wszystkie nazywały się tak samo: "Bez tytułu". Różne były tylko daty ich powstania.
Jakub pogardliwie wydął wargi. "Mógłby je przynajmniej jakoś ponazywać!" - pomyślał. "To chyba nie wymagało wielkiej fatygi."
W kolejnej sali ujrzał matkę. Dołączyła do grupki otaczającej statyw, na którym zainstalowano silny reflektor. Parę kroków dalej stali człowiek z kamerą na ramieniu i ładna dziewczyna z mikrofonem. Dziewczyna rozmawiała z łysym mężczyzną w czarnych dżinsach i czarnym t-shircie. Gestykulował gwałtownie, mówiąc do mikrofonu. Jakub nie widział jego twarzy. Dziewczyna uśmiechała się szeroko i z zapałem kiwała głową.
Przeszedłszy w drugi koniec pomieszczania, Jakub zatrzymał się przed czymś zatytułowanym "Bez tytułu 2011". Była to sięgająca niemal do sufitu drabina skonstruowana z półek o barwach najróżniejszych szlachetnych kamieni. Zrobił jeszcze jeden krok naprzód i położył rękę na półce na wysokości jego klatki piersiowej. Wyglądało na to, że jest solidnie przymocowana do ściany. Zerknąwszy przez ramię stwierdził, że uwaga dorosłych wciąż jest skupiona na wywiadzie; postawił stopę na najniższej półce i zaczął się wspinać.
- Największym problemem sztuki współczesnej jest to, że zniknęła we własnym świecie równoległym, w którym...
Alice Jonason nie rozumiała ani słowa z tego, o czym opowiadał jej rozmówca. Wymachując zawzięcie rękami, Wołodomyr Wengerowski mówił i mówił. Czy on nigdy nie skończy? Albo przynajmniej przerwie choć na chwilę, żeby zaczerpnąć powietrze? Kątem oka reporterka dostrzegła jakieś poruszenia na przeciwległej ścianie i skierowała wzrok w tamtą stronę. Wengerowski od razu się zorientował, że dziewczyna z mikrofonem przestała go słuchać.
- Czy coś się stało?
Alice wskazała na wierzchołek rzeźby.
- A ten chłopiec? Co on symbolizuje?
- Jaki chłopiec?
- Ten na drabinie.
Szturchnęła kamerzystę, który posłusznie wykonał zbliżenie Jakuba siedzącego na szczycie drabiny i pochylonego nad PSP.
- Zdaje się, że gra w jakąś grę. Czy nic tam sobie nie zrobi?
Wengerowski podążył wzrokiem za jej spojrzeniem. Z jego piersi wyrwało się przeciągłe "Nieeeee!", po czym rzucił się w kierunku rzeźby, wykrzykując coś w języku, którego nikt poza nim nie rozumiał.
- Jakub! Złaź stamtąd natychmiast!
Oderwawszy wzrok od konsoli, Jakub spojrzał z góry na matkę otoczoną szybkorosnącym tłumem gapiów. Bez trudu zorientował się, że jest wściekła, choć nawet w połowie nie tak bardzo jak człowiek w czarnym t-shircie. Miotając niezrozumiałe przekleństwa podskakiwał to na lewej, to na prawej nodze a jego twarz z każdą chwilą przybierała coraz bardziej intensywną barwę. Kamerzysta filmował całą scenę a reporterka przyglądała się z kpiącym uśmiechem.
- Schodź, ale już! - krzyknęła matka.
Tam, na górze, Jakub czuł się znacznie bezpieczniej.
- Zejdę, jak oni wszyscy sobie stąd pójdą! - odkrzyknął.
Człowiek w czarnym t-shircie podskakiwał jak szalony, starając się go dosięgnąć.
- Złaź z mojej rzeźby! - wykrzyknął po angielsku.
Kilku gapiów parsknęło śmiechem. Jakub naliczył co najmniej sześć osób nagrywających zajście na smartfony.
- Niech oni wszyscy stąd pójdą! - powtórzył.

Siedząc na plaży, Michał Korc wytrzeszczał oczy na zbliżającą się ku niemu dziewczynę. Miała na sobie tylko dół kostiumu kąpielowego. Jak tylko zorientowała się, że się na nią gapi, pospiesznie opuścił wzrok na swój smartfon. Na nagraniu wideo, które właśnie odtwarzał, widać było jakieś zamieszanie w muzeum. Materiałowi towarzyszył komentarz podekscytowanej reporterki:
- Po dwóch godzinach sytuacja wreszcie została opanowana. Chłopiec, którym okazał się Jakub Kurek z Krakowa w Polsce, zszedł z eksponatu, by stwierdzić, że jego wyczyn zyskał ogromną popularność w sieci. Władze muzeum nie wypowiedziały się jeszcze, czy zamierzają zabronić mu wstępu w przyszłości?
- Jakub? - wykrztusił Michał ze zdumieniem. - Do licha, skąd się wziąłeś w Londynie???

Przełożył Arkadiusz Nakoniecznik