REDnacz
Gotowiec: Krystyna Mazurówna
Prezentujemy Wam kolejnego gotowca przygotowanego specjalnie do 6. edycji naszego konkursu. Jego autorką jest Krystyna Mazurówna!
Krystyna Mazurówna (ur. 20 stycznia 1939 we Lwowie) - polska tancerka, choreografka i dziennikarka pracująca we Francji, solistka "Casino de Paris".
Więcej na temat Pani Krystyny znajdziecie w Wikipedii i na oficjalnym profilu facebooka.

Przy okazji Krystyna Mazurówna dołączyła do naszej akcji jaBazgrolę!



NIESFORNY WNUCZEK

Mój wnuczek jest naprawdę niesforny. Jest chyba inny od wszystkich innych dzieci i wnuczków! Nie znaczy to, że jest wyjątkowo niegrzeczny - nie, oczywiście że czasem jest niegrzeczny, jak i wszystkie inne dzieci, ale jest to w normie. Natomiast jego zachowania, jego poglądy i jego odzywki  odbiegają chyba znacznie od poglądów, sposobu zachowania i  odzywek wszystkich jego rówieśników... A może po prostu już zapomniałam, jakie są dzieci, bo jego tata, który też był niesforny, był dzieckiem już dosyć dawno... 
Wpadłam kiedyś do wnuczka, gdy akurat siedział w wannie.
- Chcesz kąpać się z mamą czy tatą? A może wolisz z babcią? Wybierz! - spytałam podstępnie, licząc na wybór mojej babcinej osoby do wspólnej zabawy w ochlapywanie  łazienki
- Ja już wybrałem, to pewne, chcę kąpać się z pianą do kąpieli... 
No to dostałam kosza...

Któregoś dnia obserwowałam, jak wnuczek bawił się klockami Lego. Zbudował coś w rodzaju mostu, i przeprowadzając po nim kolejne figurki, mamrotał pod nosem:
- Przechodzi mama... Przechodzi tata... Przechodzi starszy brat... Przechodzi ludzkie pojęcie...
Usiłowałam mu wytłumaczyć, że ludzkie pojęcie nie może przechodzić ot, tak sobie, przez most - ale nie dał wiary moim wyjaśnieniom. 

Co do starszego  brata, jest on jego idolem. Biega za nim wszędzie, jak tylko starszy brat zniknie mu z pola widzenia, zawodzi:
- Gdzie jest twój brat, gdzie jest twój brat...
Usiłowałam go poprawić, że mówiąc o swoim bracie, powinien pytać "gdzie jest mój brat?" a nie "twój brat", ale zignorował moje tłumaczenie, powołując się na autorytet ojca, który przecież mówi "twój brat jest w szkole", "twój brat zaraz przyjdzie" itd. Chyba mój autorytet nie jest zbyt mocny?

Któregoś razu, poszłam po niego do cioci, do której  zawiozłam go rano. Siedzieliśmy  w tramwaju, wnuczek przypominał sobie nazwy przystanków tramwajowych, które mijaliśmy.
- Acha, Plac Zbawiciela... To teraz będzie Plac Konstytucji, prawda? Pamiętam, przejeżdżaliśmy tu już rano...
- Nie, jechaliśmy wtedy w przeciwną stronę! Po Placu Zbawiciela będzie już niedługo Plac Unii!
- Babciu, co ty mówisz! Przecież dobrze pamiętam, rano mi mówiłaś, że po Placu Zbawiciela jest Plac Konstytucji! Proszę Pani - zwrócił się do pani, siedzącej obok - czy teraz po Placu Zbawiciela będzie Plac Konstytucji, jak mówiła mi rano babcia?
Pani, lekko rozbawiona,  wyjaśniła mu, że Plac Konstytucji został już daleko za nami,  że był to przystanek PRZED Placem Zbawiciela, a niedługo będzie Plac Unii, gdzie wysiadaliśmy.
Wnuczek czynił mi wyrzuty, że wprowadzam go w błąd, że widocznie wszystko mi się już myli. Nie sposób było go przekonać, że kolejność przystanków jest odwrotna w drodze do cioci a z powrotem...
- Niemożliwe! Przecież tak szybko by wszystkiego nie przebudowali! Och, babciu, babciu...

Mój niesforny wnuczek jest bardzo ładny. Taki ładny, że niektórzy - zwłaszcza starsze panie - biorą go za dziewczynkę. Oczywiście, wnuczek tego nie znosi - kto by znosił, żeby brano go za kogoś innego?
- O, jaka śliczna dziewczynka! - zachwyca się koleżanka babci - Że co? Że nie jesteś dziewczynką, a chłopczykiem? Jak to, to dlaczego masz takie piękne loczki!?
- Nie, proszę pana! Że co? Że pan nie jest panem, a panią? Jak to, to dlaczego pan ma takie piękne wąsiki?
Ach, jaki to niesforny wnuczek!

Ale wnuczek lubi moje towarzystwo, mam tego dowody: niedawno oświadczył wszystkim, że pragnie przyjść do babci, czyli do mnie, sam - bez rodziców i bez brata. O, pobyć sobie we dwójkę z babcią?
Zapowiedziana wizyta miała miejsce zaraz następnego dnia, w niedzielę. Już przy drzwiach, jak tylko odprowadzający go ojciec się pożegnał, wtajemniczył mnie w swój plan: chce zrobić niespodziankę, i kupić a potem przygotować  - podwieczorek dla rodziców i brata. Czy się zgadzam? - jasne, że się zgodziłam! Wyruszyliśmy na zakupy. Kupował sam, znaczy on wybierał i zamawiał, a ja tylko, nie bacząc na koszty, płaciłam.
Na targu nabyliśmy porzeczki, maliny, czarne jagody, truskawki  i wielkiego, całego arbuza. Potem, w sklepie obok, lody, mrożone ciastko z malinami, cukierki i czekoladki. Nie protestowałam, ofiarnie i bez szemrania  wyjmowałam portmonetkę, żeby dotrzymać warunków umowy - to on kupuje, ja tylko płacę. Trochę zdziwiłam się tylko, gdy dołożył śledzie w śmietanie, czarne i zielone oliwki, musztardę, chrzan, ćwikłę, boczek i słone orzeszki. Wyjaśnił mi, że on nie lubi słodyczy, i dodał - to opychanie się cukrem nie jest zdrowe, w dodatku świadczy o prymitywnym guście! Ale - oni za tym przepadają! - dodał, z aroganckim poczuciem wyższości..
Ponieważ ja też, jak widać, posiadam niezłe dozy tego prymitywnego gustu, nie protestowałam ani chwili. A w domu, gdy rozłożyliśmy wszystkie zakupy na stole, okazało się, że nie ma miejsca nawet na talerze - tak bogaty był asortyment naszego podwieczorku! Zaproszeni rodzice i brat byli bardzo zadowoleni z przyjęcia. Ilości specjałów były tak ogromne, że jeszcze teraz - tydzień po tym dniu - wykańczam śledzie, truskawki, ćwikłę i arbuza. Boczek zostawiłam...

Zaprosiłam mego wnuczka na tygodniową wycieczkę do Krakowa. Byliśmy w kopalni soli, biegał po Plantach, bawił się sterowanym zdalnie helikopterem, puszczał latawca. Jednym słowem - szał. Już pierwszego dnia wróciliśmy bardzo późno, wykończeni krakowskimi rozrywkami.       
- Szybciutko, weź prysznic i idziemy spać! - próbowałam przybrać groźny ton.
- Ależ, babciu! Kto się kąpie wieczorem? To rozbudza! Nie, my w domu kąpiemy się rano!
Ustąpiłam. Brudny, ale bardzo zadowolony wnuczek wlazł do łóżka, i coś tam jeszcze oglądał i rysował. Prosiłam go o zgaszenie lampki nocnej, jest późno, jesteśmy bardzo zmęczeni, trzeba spać!
- Zgaś, zgaś sobie babciu swoją lampkę, i śpij! W twoim wieku widocznie potrzebujesz dużo snu, ja sobie dam radę!
Może rzeczywiście? Zgasiłam, i natychmiast zasnęłam...
Rano, gdy otworzyłam oczy, wnuczek już był ubrany.
- Jak to, przecież się nie wykąpałeś? Idź szybciutko do łazienki! - próbowałam zachować autorytet
- Babciu, rano? Przecież kąpiel usypia! My u nas w domu myjemy się zawsze wieczorem, a nie rano! Nie mogę zmieniać tego rytmu, mój organizm się przyzwyczaił!
Na nic były moje przypominania, że przecież wczoraj wieczorem słyszałam inną wersję jego przyzwyczajeń. Stwierdził, że widocznie się pomylił... Prosiłam, żeby przynajmniej wziął moją pastę i umył sobie zęby.
- Babciu, co ty mówisz? Wiesz, ile chemii jest  w takiej paście? Nie ma  mowy, nie będziesz mnie truła! Mogę najwyżej wypłukać zęby herbatą, ale wolę jednak gorącą czekoladą! 
Po krótkich walkach, dałam za wygraną. Chciałam przewieźć go dorożką, nie chciał, wolał podróż tramwajem. W końcu odpuściłam zupełnie, jedliśmy o najróżniejszych porach dnia i nocy najróżniejsze dania, spaliśmy kiedy się dało, co do mycia -nie powtarzajcie tego jego rodzicom - na ogół zapominaliśmy. Ostatniego dnia  wieczorem zaprosiłam go do restauracji. Najbardziej spodobało mu się menu śniadaniowe, i wytargował z kucharzem, żeby przygotował mu trzy jajka sadzone, słodkie bułeczki z kiełbasą i gorącą czekoladę. Oczywiście, wszystko już akceptowałam... Po spałaszowaniu tego niby - śniadania o ósmej wieczór, aż śmiał się z radości :
- Ale kawał zrobiłem mojej mamie! Pozwala mi zjeść najwyżej dwa jajka w ciągu tygodnia, a tu zjadłem trzy! No, ale to wina babci...
No tak, moja wina. Ale - po powrocie stwierdził, że były to najlepsze wakacje w jego życiu! Chce jeszcze raz do Krakowa?

Czasem chce być dobrym wnuczkiem, i mi pomagać albo wręcz mnie wyręczać. Ostatnio chciał sam zrobić zakupy, żeby mi pomóc. Prosiłam go, żeby nabył kilo ziemniaków i jedną cebulę, bo chciałam zrobić dla niego placki ziemniaczane. Ale - nie zrobiłam. Dlaczego? A bo się pomylił, i przyniósł mi... kilo cebuli i jednego, jedynego ziemniaczka...

W niedzielę rano postanowił sam zrobić śniadanie dla całej rodziny. Wyjął z lodówki pudło z tuzinem jajem, i zaczął wbijać je po kolei do patelnię. Tyle, że wyjął pierwsze cztery jajka z przeciwległego krańca pudełka, które postawił na samym brzegu lodówki, więc reszta przeważyła, i osiem jajek znalazło się - zamiast na patelni, na podłodze...

Wczoraj, gdy wpadłam go odwiedzić, bardzo czerwony prosił mnie, żebym pod żadnym pozorem nie wchodziła do jego pokoju.
- Bo co? Jest tam straszny bałagan? - spytałam
- Babciu, jaka ty jesteś mądra - skąd to wiesz ? Może widzisz oczami duszy?
No pewnie!

Zabieram go często, wraz ze starszym bratem, na różne przedstawienia teatralne, komedie muzyczne, pokazy hip-hopu i spektakle taneczne. Lubi to bardzo, czasem chce się przebierać za postacie ze sceny. Oglądaliśmy spektakl "Piotrusia Pana", prosił o kostium. Nie, nie Piotrusia Pana, on lubi tylko złych bohaterow, chce być kapitanem Hakiem! Sprokurowałam mu więc taki kostium, z opaską na oku i hakiem przytwierdzonym do rączki - chodzi i wszystkich straszy.
Nie chce mieć kostiumu królewicza. Uważa, że te obcisłe rajtuzy są śmieszne! Korona na głowie? To dobre dla księżniczek, nie dla niego! Najchętniej zagrałby wilka! 
- Taki biedny wilk ? przekonuje mnie ? musi przecież jeść tylko mięso, nie może raptem przejść na trawę, tak jak krowy, nic dziwnego, że musiał połknąć Czerwonego Kapturka i Babcię! -  tu patrzy na mnie, oblizując się, a ja zaczynam się trochę bać.

Ach, ten mój niesforny wnuczek ! Co z niego wyrośnie ? 
Myślę, że jakiś niesłychanie wybitny człowiek!